Jakże cudne jest ŻYCIE.

Gdy umysł zrozumie i zaakceptuje, ze w pewnym momencie “musi odpuścić” i uwolnić Cię ze swoich objęć…następuje CISZA…choć na zewnątrz nic się nie zmienia..każdy gdzieś biegnie, coś osiąga, coś tworzy, coś niszczy…

To stan, w którym umysł przestaje przeszkadzać, a tylko wspiera..
Nie czuje się już ofiarą, uwolnił “wewnętrzne dziecko” i oddał je BOGU..
A gdy BÓG staje się obecny…staje się wszechmogący w swojej mocy i miłości..
Każdy moment jest medytacja tu i teraz…jest pamiętaniem i powracaniem do źródła…

Owszem, umysł jest czujny na każda szczelinę zapomnienia, bo wówczas wślizguje się ukradkiem rozsiadając się na nowo w fotelu Twojego domu…i nie ma w tym nic złego gdy o tym wiesz…bo rozpoznając takiego “gościa w domu”, wiesz, ze wystarczy “miły uśmiech”, “dobra kawka i ciasteczko” aby bez protestowania podziękował za gościnę i poszedł skąd do Ciebie przyszedł…

Kocham ❤️