W pewnym momencie nastąpił “click” i zrozumiałam, że w tym całym rozwoju osobistym wcale nie chodzi o “kochanie siebie”, ale o STANIE SIĘ MIŁOŚCIĄ!

Kurcze, to OGROMNA RÓŻNICA! Serio. Przez 8 lat mojej działalności jako coach i terapeuta mówiłam o miłości do siebie, że trzeba się kochać, wybaczać, traktować z miłością i cierpliwością jak dziecko…a tu nagle taki “kwiatek” mi wyskoczył, ze to nie o TO chodzi..

Gdy kilka dni temu pozwoliłam sobie na “odseparowanie się” mojego umysłu ode MNIE (Boga, Ducha, Świadomości, Prawdy, Jaźni – nazwij jak ci pasuje) przestało jakby istnieć to co chciało być kochane…co tak uganialo się przez 40 lat za akceptacją i byciem kochaną… Bo przez całe życie wierzyłam w historie, ze to “coś” co potrzebowało miłości było mną…a sęk w tym, że “to coś” mną nie jest i nigdy nie było… Iluzja braku przysłoniła moje serce i moje ziemskie oczy…. 

Dziś to “odkrycie” zmienia kompletnie moją perspektywę…moją percepcję… Dziś z całą świadomością czuję że jestem Miłością… I choć nie umiem jeszcze tego ubrać w słowa aby oddać to co czuję… pragnę w tym przekazie aby energia, którą czuję pisząc ten tekst, dotarła do Twojej Duszy…ufam, że jeśli to czytasz to tak się stanie…

Gdy pozwolisz sobie na oddzielenie się od umysłu…nie będzie nic “w tobie” szukającego potwierdzenia i miłości…rozprostujesz jeszcze nagie skrzydła by po chwili zamachać w lekkości i unieść się do ziemskiego Raju ❤️

Kocham 💗